Dlaczego praca z energią to nie tylko „pozytywne wibracje” – zapraszam na kawę, pogadajmy.

Jednym z celów, jakie sobie stawiam, jest przybliżenie pracy energetycznej w taki sposób, żeby każdy mógł poczuć, że nie jest to coś obcego, nowego, zmyślonego, ale tak naprawdę coś, z czym mamy do czynienia każdego dnia – pytanie tylko, czy w sposób świadomy, czy nie. Dlatego też długo nie chciałam poruszać tematów związanych z szeroko rozumianą „ciemną stroną” pracy z energią, obawiając się, że mogę wystraszyć osoby, które dopiero zaczynają się tą tematyką interesować. A te momenty strachu na sesjach widzę w oczach moich rozmówców regularnie.

Do zmiany mojego zdania i decyzji, żeby podzielić się tymi mniej przyjemnymi częściami mojej pracy, przyczynił się jednak zalew mediów społecznościowych treściami o duchowości, które temat infantylizują i nadmiernie go spłycają („Myśl pozytywnie, a wszystko będzie super!”, „Unikaj tematów niskowibracyjnych, żeby ich nie przyciągać!”), a – jak zawsze – o podstawowe BHP należy tu zadbać. Bez zbędnego strachu i panikarstwa, ale też bez lekceważenia zagrożeń.

Dla mnie praca z energią to przede wszystkim możliwość poszerzania świadomości, lepszego poznawania siebie, ale również szansa na pomoc innym i wspieranie ich na ich własnych ścieżkach. Co więc sprawia mi tu największą trudność? Przede wszystkim należy podkreślić, że nikt nie da Ci tu podręcznika tłumaczącego, co robić, a czego nie robić. To nie świat nauki, gdzie można wszystko zliczyć, zmierzyć i powiedzieć, co działa, a co nie i co więcej – dlaczego tak jest. W świecie energii musisz sprawdzić wszystko na sobie metodą prób i błędów. Osoby, które przeszły tę ścieżkę przed Tobą, mogą podpowiadać, co sprawdziło się u nich lub o czym słyszały od innych, ale ostatecznie to wcale nie oznacza, że u Ciebie będzie identycznie. Co więcej, bardzo łatwo tu wpaść w pułapkę ślepego podążania za tymi, którzy rzekomo wiedzą więcej, bo duchowy fact checking zrobić jest trudno.

Dla mnie było to szczególnie dużym wyzwaniem, bo nigdy nie robiłam kursów i nie pracuję w żadnej z „uznanych”  technik/metod, które zapewniają reguły czy zasady. Poprzez praktykę i dedukcję nauczyłam się rozumieć, co dzieje się podczas moich sesji, ale wymagało to czasu i budowania zaufania do siebie oraz swojej intuicji. Do dzisiaj nie na wszystkie pytania mam odpowiedzi i musiałam się nauczyć, że jest to część tej pracy. Z tego samego powodu świat duchowości może przynieść wspaniałe wspólnoty, ale także ogromnie dużo samotności i zagubienia. Myślę, że między innymi dlatego zaskakująco dużo osób, które znamy z „ezointernetów” wraca do religii – w poszukiwaniu odpowiedzi, prowadzenia i schematów.

20260513 105440

Drugą kwestią, również związaną z tym, że w tym świecie wiele trzeba odkryć na własną rękę, jest dbanie o własną przestrzeń energetyczną. Czasem ktoś wspomni o oczyszczaniu, ale to, jak kluczowa jest to część pracy z energią, to także coś, czego nauczyłam się „w praniu” – w sposób raczej mniej przyjemny niż bardziej. Kiedy zaczynasz otwierać się na doznania związane z energią, pole szybko odpowiada i chociaż z jednej strony możesz otworzyć się na wspaniałe doświadczenia i nowe możliwości, to bez odpowiedniej ochrony masz jak w banku, że przyciągniesz także energie, które będą szukały podróży na gapę. Mnie do wprowadzenia codziennej, krótkiej praktyki oczyszczania i zabezpieczania przekonała sytuacja sprzed kilku lat, kiedy zaczęłam jak lep przyciągać energie potrzebujące pomocy – do tego stopnia, że jedną z nich moja siostra przywiozła mi z Gdańska. Zadasz sobie pytanie, czemu, do cholery, akurat ja miałam pomagać tej energii? Też je sobie zadałam i to był dla mnie przełomowy moment, w którym dotarło do mnie, że sama siebie wykończę, jeżeli nie zadbam o codzienną ochronę. Nazwijmy rzeczy po imieniu – tak, podczepy energetyczne i szeroko rozumiane „negatywne energie” istnieją, ale nie, nie należy się ich panicznie bać. Proste, ale regularne (!!!) praktyki oczyszczania najczęściej w zupełności wystarczają.

Kolejnym dużym wyzwaniem (na które chyba dalej nie mam żadnej rady poza tym, żeby po prostu się temu poddać) jest to, że to nie do końca zawsze my decydujemy, kiedy (i jak długo) będziemy pracować z daną energią/tematem/schematem. Czasem siadamy sobie przy pełni księżyca do rytuału, a czasem energia decyduje za nas. I tu od razu kilka gwiazdek – po pierwsze, to oczywiście filozoficzne pytanie, czym jesteśmy „my”, a czym „energia”, bo jeżeli ktoś chciałby się wtrącić, że to przecież to samo, to nawet nie zamierzam się kłócić, ale uznajmy, że chodzi tu o „świadome, cielesne ja” versus „podświadomość, źródło, dusza”. Potrzebuję na chwilę tego uproszczenia, żeby lepiej oddać, o co mi chodzi. Dobrym przykładem z mojego własnego doświadczenia będzie tu praca z lękiem. Jest to temat, z którym pracowałam na terapii, więc na jakimś etapie życia podjęłam świadomą decyzję o tym, że chcę go dotknąć. Kiedy lęk pojawiał się w moim życiu, trwałam w nim i oglądałam z różnych stron. Wierzę też, że tematy, na które nie jesteśmy gotowi, nie odblokują się na tyle, żeby móc z nimi pracować, więc to nie tak, że spadną na nas z nieba i ich nie dźwigniemy. Jednak, pracując z energią, trzeba być gotową_ym na to, że ten lęk może Cię wybudzić w środku nocy, bo właśnie teraz potrzebuje się z Ciebie wylać. Nic przyjemnego, solidne 2/10.

Ostatnią rzeczą, z którą wiem, że mają do czynienia osoby pracujące z energią na przeróżne sposoby, jest to, że jest to swego rodzaju powołanie, od którego nie da się uciec. Możesz tylko zdecydować o formie czy intensywności swojego zaangażowania (chociaż czasem nawet i nie o tym). Jednak jeżeli Twoja dusza zdecydowała, że w tym wcieleniu będziesz mieć uzdolnienia w tym kierunku po to, żeby pomagać innym, to próba ich zablokowania prędzej czy później skończy się chorobą fizyczną. Szamani mówią tu o chorobie szamańskiej, ale wydaje mi się, że większość osób pracujących jako szeroko rozumiani uzdrowiciele przechodzi bardzo podobny stan. To taka energetyczna lepa od wszechświata, że nie idziesz ścieżką, która jest Ci pisana. Najpierw dostajesz lżejsze znaki, ale ostatecznie (niestety) najczęściej potrzebujemy, żeby nasze ciało zaniemogło, żeby się zatrzymać i przewartościować. Chodzi o to, że z jednej strony oczywiście to my dokonujemy wyborów, ale jeżeli masz zdolność pomagania innym, to ta zdolność nie dotyczy wyłącznie Twojego życia.

Praca z energią niewątpliwie ma swoje „ciemniejsze strony” i nie chodzi tylko o dotykanie trudnych tematów i emocji. Powyższa lista to tylko pierwsze rzeczy, które przyszły mi do głowy. Warto pamiętać, że już samo zdanie „wszystko jest energią” należy traktować dosłownie – a skoro tak, to praca z energią również jest niekończącym się procesem, niezależnym od tego, czy akurat dzisiaj wpisaliśmy sobie ją do kalendarza czy nie. Ostatecznie możliwość poszerzania swojej świadomości i kształtowania swojego życia jest niesamowitym darem, ale trzeba pamiętać, że dostajesz cały pakiet doświadczeń – te wspaniałe i te bardziej podchwytliwe, ale oczywiście uczące.

Przewijanie do góry