Myślę, że ten wpis będzie dla mnie samej rodzajem przypomnienia, że „niezbadane są wyroki boskie i nie do wyśledzenia jego drogi”. Zbyt często wydaje nam się bowiem, że już wszystko wiemy, już przewidzieliśmy, gdzie to zmierza, a cel jest oczywisty.
Jedną z najważniejszych rzeczy, które staram się podkreślać w swojej przestrzeni, jest to, że rozwój duchowy nie może zachodzić bez głębokiego uziemienia. Opowiadam o tym więcej w odcinku podcastu na ten temat, ale to, co warto tu zapamiętać, to to, że uziemienie oznacza głębokie zakorzenienie w doświadczaniu życia tutaj na ziemi. Uziemienie to połączenie ze swoim ciałem, zmysłami, naturą, ale też po prostu nieuciekanie od życia. Ostatecznie jesteśmy tu na ziemi po to, żeby przerobić wszystkie swoje lekcje i wzrastać, ale żeby tak się stało, musimy do nich świadomie stanąć. Tu i teraz.
Zaufanie doświadczeniu i swojej ścieżce rozumiem jako zaufanie temu, że Wszechświat (Bóg, energia, wstaw swoje) wie, gdzie nas prowadzi lepiej od nas samych. Czasem będzie to oznaczało, że będziemy musieli zmienić naszą ścieżkę kompletnie, a czasem będziemy potrzebowali dodatkowego przystanku na drodze, którą całkiem dobrze sobie wyznaczyliśmy. Co więcej, ta ścieżka może zmieniać się dziesiątki razy i „to jest jakby okej”.
Posłużę się przykładami. Neuroatypowość podejrzewałam u siebie od dłuższego czasu, ale mając w rodzinie przypadki ADHD i porównując nasze zachowania i wyzwania, uznałam, że jednak bliżej mi do cech spektrum autyzmu i to właśnie tu rozpoczęłam diagnostykę. Całe doświadczenie było dla mnie trudne. W pierwszej minucie spotkania usłyszałam magiczne „nie wygląda Pani”, a dalej nie było lepiej. Trzy spotkania udowadniania mi, że w ogóle siebie samej nie znam. Na ostatnim spotkaniu padło jednak zdanie, którego się nie spodziewałam: „no może ADHD, ale na pewno nie spektrum”. Ostatecznie miał zdecydować psychiatra. To zdanie na chwilę wywróciło mi postrzeganie samej siebie do góry nogami. Jak to ja i ADHD? Całe życie słuchałam, że byłabym świetną księgową, bo przecież jestem taka poukładana i metodyczna, a tu miało się okazać, że to wyłącznie zachowania kompensacyjne, żeby świat nie zobaczył całego mojego chaosu? Ostatecznie psychiatra po dodatkowych testach potwierdził diagnozę ADHD i zalecił trening z psychologiem, żeby nauczyć się lepiej sobie z tym radzić. Trafiłam na świetnego specjalistę, z którym warstwa po warstwie przyglądaliśmy się różnym zachowaniom i wyzwaniom. Po roku współpracy wypowiedział zdanie, dzięki któremu wszystko wskoczyło mi na swoje miejsce: „Nie mam wątpliwości, że masz cechy AuDHD, trzeciego typu neuroatypowości”.

Jaki związek ma ta historia z głównym tematem? Gdybym trafiła na kogoś, kto jest bardziej na bieżąco z aktualnym stanem badań niż nieszczęsna diagnostka od „ale pani się tak ładnie komunikuje” i od razu dostała diagnozę spektrum, nigdy nie poszłabym po diagnozę ADHD i nie miałabym pełnego obrazu sytuacji. Dopiero ten niezbyt przyjemny dodatkowy odcinek na trasie pozwolił mi odkryć całość prawdy, ale też zmierzyć się z moim wewnętrznym chaosem, na który nie zawsze mam w sobie przyzwolenie.
To doświadczenie było czymś, czego nie wymyśliłabym podczas journalingu, nie przyszłoby to do mnie w medytacji – słowem, nie byłabym w miejscu, w którym jestem, tylko dzięki pracy umysłowej czy energetycznej. Żeby to w pełni zrozumieć i „przerobić”, musiałam to przeżyć. Poczuć emocje, spotkać się z innymi ludźmi, odbyć rozmowy, sprawdzić własne zachowania w praktyce, być w konkretnych sytuacjach. Bez tego zderzenia ze światem zewnętrznym nie zyskałabym kluczowych elementów pozwalających mi lepiej zrozumieć samą siebie.
Bardzo podobny schemat widzę też u wielu osób stojących u progu ważnych życiowych decyzji, a jest to najtrudniejsze do zaakceptowania, gdy wydaje nam się, że już mamy kierunek i cel. Przykładowo, osoba, która wie, że chce rzucić pracę w korpo i założyć własny biznes, może doświadczać wielu trudności na tej drodze. Nie zawsze będą to znaki mówiące o tym, że ma tego biznesu nie zakładać, ale jest duża szansa, że potrzebuje zdobyć kilka dodatkowych doświadczeń, żeby jej biznes był dokładnie taki, jaki ma być.
Podobnie rzecz się ma z relacjami romantycznymi. Niestety czasem potrzebujemy kilku beznadziejnych randek, żeby zrozumieć, na co nie mamy już zgody lub żeby zrozumieć, że właściwie to żadnego związku nie chcemy. Nie oznacza to, że „nie mamy szczęścia” lub że Wszechświat specjalnie nam podsuwa przykre doświadczenia. W tym właśnie kryje się zaufanie do doświadczania. W takich trudnych sytuacjach, gdzie mamy poczucie, że tracimy kierunek, warto zadać sobie pytania: Jak się czujemy? W jakiej części ciała to czujemy? Co nam pokazuje ta sytuacja, czego wcześniej nie widzieliśmy? Co możemy zmienić już dzisiaj, a co możemy odpuścić? Wreszcie zawsze warto zwrócić się do swoich duchowych opiekunów o wskazówkę i uważnie jej wypatrywać. Możliwość doświadczania życia jest powodem do wdzięczności, a zmiana optyki potrafi ściągnąć z nas ogromny ciężar.